Pumpkin Patch

Wiek:
99
Data:
31 paź 1919
Genetyka:
Czarodziej
Krew:
Ród szlachecki
Zdrowie:
100
Zawód:
Architekt
Pozycja w quidditchu:
trener
Różdzka:
czarna różdżka
Zamożność:
dementorus totalus
Stan cywilny:
wolny dementor
Architekt Hogwartu
Posty: 805
Rejestracja: 28 mar 2023, 12:43

***

Obok stodoły rozpościerało się pumpkin patch, gdzie można było wybrać swoją własną dynię do wydrążenia na Halloween. Towarzyszyła wszystkim zacna pani profesor Kinnighan, nauczycielka zielarstwa, ubrana w swoje najbardziej startoświeckie przebranie czarownicy, jakie znalazła w szafie. Pomagała uczniom wybierać stosowne zaklęcia do tworzenia swoich kreacji dyniowych. Profesor Saunders cieszył się widokiem dzieci i młodzieży, które z entuzjazmem wybierały swoje dynie i rozmyślały, jakie przerażające wzory wydrążyć na ich skórach.
Wiek:
19
Data:
06 sie 2004
Genetyka:
Czarodziej
Krew:
Czysta
Zdrowie:
90
Zawód:
Młodszy Auror
Pozycja w quidditchu:
Nielot
Różdzka:
DREWNO DĘBOWE, 11 CALI, RDZEŃ Z PIÓRA FENIKSA
Zamożność:
Zamożny
Stan cywilny:
Naczelny konkubent
Aaron Matluck
Posty: 157
Rejestracja: 03 lip 2023, 11:41

Aaron lubił Halloween. Może nie należał do grupy fanatyków i jesieniar rzucających się na straszne przedmioty czy dekoracje w barwach żółci, pomarańcz czy brązu, ale atmosfera dyń, duchów i potencjalnych strachów bardzo mocno uderzała w jego upodobania. Część osób na pewno powiedziałaby o nim, że lubi się bać i balansować na krawędzi życia i śmierci, ale tak wcale nie było. Ot po prostu jego natura poszukiwacza przygód często pakowała go w sytuacje które groziły utratą życia. Trytony i podwodna potyczka z nimi należała do takich właśnie sytuacji. Udał się na zabawę Halloweenową samemu. Przez myśl przeszło mu, żeby zabrać ze sobą Hannah, ale jego myśli ostatnio coraz częściej błądziły i zachodziły mgłą przez co zachowywał się dużo oschlej i chciał być sam. Widząc, że prawie wszędzie roiło się od ludzi, skierował swoje kroki w kierunku pola dyniowego z, o dziwo, książką pod pachą, którą zamierzał spokojnie przekartkować w ustronnym miejscu. Oczywiście próbował przedostać się niezauważony w najdalszy zakątek pola gdzie nikt nie będzie go męczył, ale został zatrzymany przez jedną z opiekunek które miały pomóc w wydrążeniu latarnii. Wytłumaczył jej, że nie planuje tego robić tylko chciał spędzić trochę czasu w otoczeniu i atmosferze Halloween i szczęśliwie nie robiła dalszych problemów. Znalazł największą dynię jaką mógł, usiadł za nią, otworzył książkę i podświetlając sobie strony lekkim Lumos zaczął czytać.
Just because you see a smile, don’t think you know what’s going on underneath.
A smile is a valuable tool, my dear!
It inspires your friends, keeps your enemies guessing, and ensures that no matter what comes your way, you’re the one in control
Wiek:
18
Data:
05 mar 2006
Genetyka:
Wilkołak
Krew:
Czysta
Zdrowie:
33
Zawód:
Student: Uzdrowicielstwo (II ROK)
Pozycja w quidditchu:
Nielot
Różdzka:
Sosna, 13 cali, łuska trytona
Zamożność:
Skromny
Stan cywilny:
Zamknięta w sobie
Flora Wilson
Posty: 177
Rejestracja: 26 kwie 2023, 10:27

Florce Halloween w tym roku było zupełnie obojętne. Kościotrup mógłby tańczyć przed nią na rurze seksownie wypinając kość krzyżową, a uzyskałby tylko uniesienie brwi i leniwe machnięcie ręką. Nie, ona przyszła tu tylko dlatego, że koleżanka z akademika powiedziała o darmowych przekąskach. Zdążyły wypić wcześniej całkiem sporo więc była to propozycja kusząca i jak na stan Wilsonówny, wysoce logiczna. Gorzej, że ta sama koleżanka zniknęła od razu po przekroczeniu terenu zabawy bo zobaczyła swojego fagasa z jakąś fruzią, a impreza bez awantury to żadna impreza. Była krukonka nie miała energii na własne miłosne rozterki a co dopiero innych ludzi, poszła więc dalej i pewnie by tak wywędrowała z drugiej strony Stracho-Stodoły prosto do jakiejś ponurej samotni gdyby nie zobaczyła Aarona gadającego z jedną z opiekunek. Papla jedna!
Krokiem chwiejno-posuwno-tanecznym podreptała w kierunku dyni za którą się schował, ale kawałek wcześniej wpadła na pomysł i zamiast jak człowiek podejść, padła na ziemię i czołgała się chwilę żeby w odpowiednim momencie wystawić głowę zza tejże dyni i wystraszyć chłopaka.
- Buuu! - pijany rechot na pewno powiedział mu wszystko co było trzeba na ten temat - Wypaplałeś Hance! Myślałam że jest sztama Aaron! - tu mina drobnego rudzielca zrobiła się nieco groźna, bo troszkę ją to ukłuło w serduszko, ta zdrada. Jeszcze nie wiedziała ile dobrego z tego miało wyniknąć, więc głównie czuła się źle bo rozmowa z siostrą odblokowała jej zatkane wcześniej czakry i teraz musiała znowu radzić sobie z uczuciami które tak długo i skutecznie zamykała w zgrabnym drewnianym pudełeczku oklejonym żółto-czarną taśmą.
Wiek:
19
Data:
06 sie 2004
Genetyka:
Czarodziej
Krew:
Czysta
Zdrowie:
90
Zawód:
Młodszy Auror
Pozycja w quidditchu:
Nielot
Różdzka:
DREWNO DĘBOWE, 11 CALI, RDZEŃ Z PIÓRA FENIKSA
Zamożność:
Zamożny
Stan cywilny:
Naczelny konkubent
Aaron Matluck
Posty: 157
Rejestracja: 03 lip 2023, 11:41

Książka którą ściskał coraz mocniej dłonią na kolanach traktowała o artefaktach różnego rodzaju. Wisiorek który wraz z Loganem zdobyli podczas swojej wyprawy do kanałów wisiał ukryty pod jego koszulką, zaś nóż w wewnętrznej kieszeni kurtki którą na siebie zarzucił żeby nie zmarznąć w ten jesienny wieczór. Czemu nie oddał którejkolwiek rzeczy przyjacielowi? Nie do końca wiedział. Wmawiał sobie, że tak będzie lepiej i bezpieczniej. Poza tym połączył kropki, że oba te przedmioty są ze sobą połączone, a nie miał zamiaru rozstawać się z amuletem. Chciał go mieć i to mieć go dla siebie... W książce nie udało mu się znaleźć wiele przydatnych informacji na temat tych konkretnych przedmiotów, ale zebrał ogólnie wiedzę, że wiele artefaktów może mieć specjalne, magiczne zdolności, a część z nich jest skażona różnego rodzaju klątwami, których działania mogą być różne. Część z nich widać od razu, bo zmieniają fizyczny wygląd użytkownika w mgnieniu oka albo wpływają na jego zachowania w sekundę, a część działała dopiero po jakimś czasie. Och gdyby tylko wiedział i bardziej uważał na lekcjach związanych z takim działaniem przedmiotów to połączył by kropki, ale póki co... Zareagował instynktownie. Gdy tylko ktoś wyskoczył w jego pobliżu na poziomie bliskim ziemi, Matluck od razu użył nogi by sprzedać ów osobnikowi kopa prosto w twarz, a przez jego głowę przeszedł impuls radości. Dobrze, że przynajmniej skończyła mówić, to przynajmniej nie przycięła sobie języka. Widząc, że tą osobą jest Flora, jego myśli były skonfliktowane. Z jednej strony czuł, że powinien od razu jej pomóc i przeprosić, ale z drugiej...
- Posrało cię? Nie zakrada się tak do ludzi.
Powiedział gniewnym tonem zamykając książkę wstając z ziemi nie wyciągać nawet ręki by pomóc jej wstać albo zaoferować innego rodzaju pomocy.
- Ciesz się, że powiedziałem jej tylko o Tobie i Elektrze, ale przynajmniej mam nadzieję, że pogadałaś z Hanką i będziecie mogły funkcjonować znów normalniej. Mina zbitego psa przez tak długi czas może być męcząca. I dla ciebie i otoczenia.
Dodał po chwili widząc jej zdenerwowaną minę. Z reguły nie zwróciłby na to większej uwagi, ale krzywe spojrzenia ostatnimi czasy działały mu na nerwy. Całe ciało miał spięte i czuł dziwną potrzebę rozwalenia czegoś w pobliżu.
Just because you see a smile, don’t think you know what’s going on underneath.
A smile is a valuable tool, my dear!
It inspires your friends, keeps your enemies guessing, and ensures that no matter what comes your way, you’re the one in control
Wiek:
18
Data:
05 mar 2006
Genetyka:
Wilkołak
Krew:
Czysta
Zdrowie:
33
Zawód:
Student: Uzdrowicielstwo (II ROK)
Pozycja w quidditchu:
Nielot
Różdzka:
Sosna, 13 cali, łuska trytona
Zamożność:
Skromny
Stan cywilny:
Zamknięta w sobie
Flora Wilson
Posty: 177
Rejestracja: 26 kwie 2023, 10:27

- Myślałam, że jest sztama, Aarooo... - gdyby dało się to zobaczyć w zwolnionym tempie... poezja. Zanim jeszcze skończyła zdanie, a dokładnie w czasie wypowiadania imienia byłego gryfona, jego noga wystrzeliła w przód i zderzyła się z jej kością policzkową, o dziwo nawet jej nie łamiąc. Rude włosy zamiotły po ziemi, a szare oczy otworzyły się szeroko w zaskoczeniu. Kto go tak straumatyzował? Otarła policzek z błota, patrząc z lekkim niedowierzaniem na brudną rękę i znowu spojrzała na kumpla.
- Co jest, kurwa? - jej brwi uniosły się w górę prawie sięgając linii włosów - Nie zakrada się tak do ludzi. Nie kopie się też ich w twarz - przedrzeźniła go bezlitośnie i przez chwilę jeszcze miała dobrą wolę żeby się uspokoić, szczególnie że adrenalina już krążyła w jej żyłach każąc jej oddać. Tak blisko pełni trzymała się na ostatnich, wybitnie cienkich, nitkach zdrowego rozsądku, szczególnie pijana. Podniosła się z ziemi mimo trudności z utrzymaniem równowagi i stanęła prawie twarzą w twarz z Matluckiem. No, na tyle na ile mogła bo jednak miała tylko 150 cm wzrostu. Nie było łatwo o pewność siebie w takiej sytuacji, nawet z alkoholem we krwi.
Kolejne słowa, wciąż jeszcze stojącego na nogach studenta aurorstwa były bardzo odważne i nawet bardziej głupie. Nie było trzeba wiele, ale wspomnienie Tej-Której-Imienia-Nie-Mówimy-A-Rymuje-Się-Z-Żelka w połączeniu z czepianiem się o jej kurde prywatną depresję przegięło wyimaginowaną pałkę w jej spodniach. Nie myśląc zbyt wiele, niespodzianka, sięgnęła po dynię za którą wcześniej się chowali i z walecznym okrzykiem rozbiła ją prosto na czubku głowy Aarona.
- Masz jakiś kurwa problem? - pozycja jej ciała była niby neutralna, ale mięśnie miała nagle napięte i gotowe do walki. Nawet nie pomyślała o idei różdżki, była na tyle wścieknięta że użycie siły fizycznej i okolicznych dekoracji wydawało się najlepszą opcją. Kawałki soczystej dyni majestatycznie spływały po głowie chłopaka, a kawałki skorupy osiadły mu na barkach jak naramienniki. Oceniali się spojrzeniami czekając na kolejną reakcję tego drugiego, oboje ewidentnie podjudzeni. No, dawaj.
Wiek:
19
Data:
06 sie 2004
Genetyka:
Czarodziej
Krew:
Czysta
Zdrowie:
90
Zawód:
Młodszy Auror
Pozycja w quidditchu:
Nielot
Różdzka:
DREWNO DĘBOWE, 11 CALI, RDZEŃ Z PIÓRA FENIKSA
Zamożność:
Zamożny
Stan cywilny:
Naczelny konkubent
Aaron Matluck
Posty: 157
Rejestracja: 03 lip 2023, 11:41

Nie kłamała mówiąc, że nie kopie się ludzi w twarz i były Gryfon to wiedział, ale był to odruch silniejszy od niego. Gdy zbliżyła się do niego, już i tak napięte mięśnie w całym ciele wręcz zaskowyczały by cisnąć nią z powrotem na ziemię gdzie jej miejsce, ale powstrzymał ten odruch. Przecież był dobrym człowiekiem prawda? Chciał pomagać tym którzy tego potrzebowali, a Flora była jedną z najbliższych mu aktualnie osób w wąskim wachlarzu tych którzy pozostali więc dlaczego miał ochotę rozsmarować jej twarz w błocie pod nogami i uzupełnić te braki, które starła z twarzy? Ale słowa które wypowiedział zanim blokada w jego głowie mogła zadziałać spowodowały, że młoda Wilsonówna również weszła w tryb walcz albo przepadnij. Gdy zadała pytanie czy ma jakiś problem już zbierał się do tego by jej odpowiedzieć, ale nim to zrobił poczuł uderzenie w czubek głowy, które dość szybko przerodziło się w ból idący wzdłuż całego ciała chłopaka. Uderzenie było mocne, nawet bardzo. W końcu Flora dysponowała jednak pokładami siły, które dla niego były całkowicie nieosiągalne. Uderzenie sprawiło, że padł na ziemię upadając na tyłek obijając go sobie boleśnie, ale z drugiej strony spowodowało to, że trochę oprzytomniał. Mgła na chwilę się rozwiała, a Aaron spojrzał na Florę ze wstydem wypisanym na twarzy.
- Flora, ja... Przepraszam. Nie wiem co mnie opętało...
Wydusił z siebie podnosząc się z ziemi nie zwracając pierwotnie uwagi na to, że wygląda jak odpustowy, dyniowy rycerz z kawałkami pomarańczowego warzywa na swojej głowie, ramionach i sokiem spływającym z kurtki. Ta suka... Spojrzenie dziewczyny jednak mówiło mu wszystko. Była zła i to bardzo. On nie śledził pełni od dawna, więc nie wiedział, że ona z powodu jej przypadłości też jest na skraju nerwowego wybuchu dlatego oboje buzowali, a Matluckowi wróciła fala negatywnych myśli i ogólnego wkurzenia. Mgła wróciła i była silniejsza niż wcześniej.
- Nie, wiesz co. Nie przepraszam i to nie ja mam problem, a ty. Znów najebana i pewnie miałaś w planach trochę użalania się nad sobą co? Weź się w końcu w garść. Elektra zgnije w Azkabanie i nic tego nie zmieni. Każdy morderca szuka dla siebie alibi i nakarmiła cię kłamstwami w które uwierzyłaś jak dziecko.
Powiedział spluwając na ziemię mieszanką śliny, błota i soku który spływał mu po głowie do ust. Nie miał zamiaru atakować pierwszy, ale bardzo chciał żeby zabolało. Daj mi tylko powód żebym mógł tego użyć pomyślał zaciskając dłoń na różdżce, którą od początku trzymał.
Just because you see a smile, don’t think you know what’s going on underneath.
A smile is a valuable tool, my dear!
It inspires your friends, keeps your enemies guessing, and ensures that no matter what comes your way, you’re the one in control
Wiek:
18
Data:
05 mar 2006
Genetyka:
Wilkołak
Krew:
Czysta
Zdrowie:
33
Zawód:
Student: Uzdrowicielstwo (II ROK)
Pozycja w quidditchu:
Nielot
Różdzka:
Sosna, 13 cali, łuska trytona
Zamożność:
Skromny
Stan cywilny:
Zamknięta w sobie
Flora Wilson
Posty: 177
Rejestracja: 26 kwie 2023, 10:27

Nawet najebana, Florka nie miała dzikich pragnień wyrządzenia krzywdy komukolwiek, nawet jak była na nich zła. Jednym z jej kompleksów jeśli chodzi o bycie wilkołakiem była właśnie ta dodatkowa siła, którą tak łatwo było nadużyć w emocjach, szybko więc nauczyła się powstrzymywać ją jak tylko mogła, ale nadal uderzała jak taki nieźle przypakowany koksik. Widząc upadającego Matlucka, jej wkurzenie nieco osiadło, wciąż buzując, ale jakby pod barierą, szczególnie jak zaczął przepraszać. Zatrzymała się w pół roku, ręce zrobiły nieokreślony gest niepewne czy przyjebać czy pomóc wstać, ale spojrzenie małego rudzielca nadal było chmurne i spod byka. Przeprosiny, przeprosinami, poprosimy wyjaśnienia! No ale te nie nadeszły, zamiast tego kolejne obrazy i to kłujące mocno i głęboko. Nabrała powietrza prostując plecy i przez kilka sekund nawet nie wiedziała co zrobić, oszołomiona ilością wkurwu jaki czuła. Jak on śmiał tak mówić, mieszkając w JEJ domu i śpiąc w JEJ łóżku, gdzie nawet nie usłyszał słowa narzekania na to z jej strony. Niby mówił że rozumie, a tu proszę, prawdziwe kolory wychodzą na wierzch. Gryfoni, niby takie dobre pomocne dusze, w rzeczywistości pierdoleni hipokryci. Dygocąc z wściekłości zaciskała mocno pięści jakby planowała zajebać Aaronowi własnymi rękami.
- Dobra suko, koniec żartów - w ostatniej chwili rozmyśliwszy się co do walki na pięści zaczęła łapać każdą dynię, niezależnie od rozmiaru, jaką znalazła i pyrgać je w jego kierunku. Nie wszystkie trafiały, część upadała za nim lub nawet na plecach innych osób. Niektóre były też gotowymi latarniami wydrążonymi już przez uczniów, ze świeczką w środku. Na szczęście ogień którym płonęły był magiczny i gasł w momencie rzutu, ktoś pewnie przewidział takie pomysły wśród uczniów.
- Żryj gówno! - zapowiedziała wyrywając pierwszorocznej jej dopiero co skończoną dynię idealnie wielkości głowy Matlucka i pyrgając ją bezlitośnie, 10 punktów jak trafi w głowę, 5 jak prosto w klatkę piersiową. Dziecko zaczęło wyć, ściągając w ich stronę więcej uwagi.
Tak blisko pełni nie było tam w środku za wiele logiki i wstrzemięźliwości. Tak jak i bez problemu upiła się do tego radosnego stanu, tak i łatwo było jej dać sobą zawładnąć wściekłości i krzywdzie. Dynie były lepsze niż słowa, nawet jeśli raniły zdecydowanie mniej, bo w tej kategorii Aaron wygrywał z niemal dwukrotną przewagą. Kilka razy była krukonka musnęła palcami jeden z noży służących do wykrajania dyni, ale jakimś cudem powstrzymała się od rzucenia nimi, mimo że była to kusząca wizja. Jej instynkt samozachowawczy tak trenowany przez lata wiedział że nie wybaczyłaby sobie tego.
Dookoła nich zaczynało robić się niezłe zbiegowisko, bo każdy chciał zobaczyć jak rozwinie się ta awantura, nawet jeśli nikt nie rozumiał o co właściwie poszło. Po trafieniu dwóch kolejnych studentów Florka w końcu przestała rzucać. No i skończyły jej się dynie, a ciężko tak bez amunicji. Kolejne co mogła tylko zrobić jest faktyczne zasadzenie kumplowi w ryja a to mogłoby się skończyć nieciekawie, nie spieszyła się ku temu.
Wiek:
19
Data:
06 sie 2004
Genetyka:
Czarodziej
Krew:
Czysta
Zdrowie:
90
Zawód:
Młodszy Auror
Pozycja w quidditchu:
Nielot
Różdzka:
DREWNO DĘBOWE, 11 CALI, RDZEŃ Z PIÓRA FENIKSA
Zamożność:
Zamożny
Stan cywilny:
Naczelny konkubent
Aaron Matluck
Posty: 157
Rejestracja: 03 lip 2023, 11:41

Flora się wkurzyła i to nie na żarty. Przecież o to mu chodziło, więc dlaczego pod tą całą warstwą złości na wszystko i wszystkich dookoła czuł strach? Jego normalna świadomość próbowała walczyć z tym co przejmowało nad nim kontrolę i rozumiała, że w uczciwej walce na pięści nie ma żadnych szans, ale rządza krwi miała ten problem, że nie kierowała nim w racjonalny sposób. Schował różdżkę którą jeszcze przed chwilą planował używać do wewnętrznej kieszeni kurtki zaraz obok nożyka i skierował spojrzenie po raz kolejny na dziewczynę i wtedy właśnie pierwsza dynia uderzyła go w udo. Nim zdążył zareagować druga niewielka dynia uderzyła go mocno w łeb i zaraz kolejna, prosto w żebra aż zabrakło mu tchu. Krótka przerwa związana ze złapaniem większej dyni przez rudowłosą dała chłopakowi chwilę na nabranie powietrza i ruszenie biegiem w jej kierunku. Największa z dyń szczęśliwie musnęła go tylko w ramię gdy spróbował przed nią uskoczyć. Biegnąc w jej kierunku złapał za jeden z drewnianych słupków służących jako znacznik gdzie sadzone były dynie i z całych sił uderzył nim dziewczynie w nogi. Przez to, że zawsze łatwiej zamachiwało mu się od prawej strony uderzył ją w wewnętrzną stronę kolan, a ta upadła na ziemię. Odrzucił kawałek drewna obok i szybko usiadł na niej okrakiem i uderzył dwa razy w twarz...
Amulet na szyi chłopaka zaczął emanować lekko niebieskim światłem, które bardzo nieznacznie rysowało się na koszulce pod którą był skryty. Aaron wewnętrznie toczył walkę sam ze sobą. Pierwsze skrzypce grała nieodparta chęć zrobienia Flo nieodwracalnej krzywdy. Och jak chciał zobaczyć krew sączącą się z jej nosa, a oczodół zmieniający się w kałużę ciemnej krwi. Ale ta druga, normalna i łagodna strona chłopaka próbowała się uwolnić. Czuł, że jeżeli ta główna część na chwilę straci kontrolę, on da radę ją odzyskać.
No dalej Flo, uderz mnie. Mocno.
Teraz przynajmniej był pewny jednej rzeczy. Nie dostał w spadku po dziadku super fajnego wisiorka co to ładnie się mieni w słońcu, a miał na szyi coś, co mogło zniszczyć mu życie. I musiał znaleźć na to jakieś rozwiązanie.
Just because you see a smile, don’t think you know what’s going on underneath.
A smile is a valuable tool, my dear!
It inspires your friends, keeps your enemies guessing, and ensures that no matter what comes your way, you’re the one in control
Wiek:
18
Data:
05 mar 2006
Genetyka:
Wilkołak
Krew:
Czysta
Zdrowie:
33
Zawód:
Student: Uzdrowicielstwo (II ROK)
Pozycja w quidditchu:
Nielot
Różdzka:
Sosna, 13 cali, łuska trytona
Zamożność:
Skromny
Stan cywilny:
Zamknięta w sobie
Flora Wilson
Posty: 177
Rejestracja: 26 kwie 2023, 10:27

Sama przed sobą Wilsonówna musiała przyznać, że chyba nigdy naprawdę nie biła się z nikim na pięści, ani w ogóle w bliskim kontakcie. Unikała tego jak ognia wiedząc że może w ten sposób wyrządzić poważną krzywdę, tak samo i teraz decydując się na rzucanie dyniami zamiast faktycznie zaatakować. Jej ostrożność i zdecydowanie opóźniony przez alkohol czas reakcji doprowadził do tego, że Aaron zdołał podciąć jej nogi. Z przekeństwem wylądowała na tyłku, zaraz też zostając przygnieciona przez chłopaka. Uderzenia w twarz musiały być naprawdę silne, bo zaraz prezentowała fantastyczny makijaż z krwi wydobywającej się z rozciętej wargi. Wyszczerzyła tylko zęby w szerokim uśmiechu, jakby taki ból sprawiał jej frajdę. Naprawdę ktoś powinien się przyjrzeć niezdrowym nawykom tego rudzielca.
- Na tyle Cię stać Matluck? Musisz się postarać, prawdziwy Wilson lepiej uderza - roześmiała się głośno, nawet nie próbując się podnieść. Skoro tak bardzo chciał być jednym z nich, powinien też uczestniczyć w generalnym zryciu umysłowym jakie wszyscy prezentowali. Zauważyła dziwaczne niebieskie światło pod koszulką, ale zamglony umysł jeszcze nie załapał związku. Może kilka minut więcej i zdoła na to wpaść, bo przecież to inteligentny chochlik.
- Nie dziwię się że Cię odcięli jak jesteś taki miękki, ja może i się użalam ale nie mam problemu z przyznaniem się do swoich słabości - wciąż się śmiała, prowokując kolejny atak, prezentując przy tym zero obrony. Poza pełnią nieczęsto miała okazję na to fantastyczne otępienie wynikające z bólu które odkryła w wakacje, chyba że w końcu zdecydowałaby się na skakanie z wysokości tylko w tym celu, a to by przyciągnęło uwagę. Aaron akurat napatoczył się w kiepskim momencie, bo niedługo po rozmowie z Hanką która odblokowała we Florce wcześniej blokowane uczucia, na które alkohol już najwyraźniej nie pomagał.
- No, dawaj. Przecież się nie złamię - trąciła chłopaka palcem w sam środek klatki piersiowej, tuż pod amuletem. Zwróciło to jej uwagę na niebieskie światło i zaczęła poważnie rozważać zerwanie łańcuszka z szyi Matlucka. Ciekawe co wtedy?
Wiek:
19
Data:
06 sie 2004
Genetyka:
Czarodziej
Krew:
Czysta
Zdrowie:
90
Zawód:
Młodszy Auror
Pozycja w quidditchu:
Nielot
Różdzka:
DREWNO DĘBOWE, 11 CALI, RDZEŃ Z PIÓRA FENIKSA
Zamożność:
Zamożny
Stan cywilny:
Naczelny konkubent
Aaron Matluck
Posty: 157
Rejestracja: 03 lip 2023, 11:41

Młoda Wilsonówna ewidentnie nie chciała z nim współpracować, a co bardziej przerażające, chyba jej się to podobało? Nie miał pojęcia czy to tylko wydarzenia ostatnich miesięcy doprowadziły ją do takiego stanu, czy była to składowa wielu innych wydarzeń, ale przemknęło mu przez myśl, że jeżeli kiedykolwiek odzyska nad sobą kontrolę, nie trafi do Azkabanu i Flora mu wybaczy to będzie chciał z nią serio o tym porozmawiać. Cierpienie cierpieniem, ale przelewanie bólu psychicznego na fizyczny nie było zbyt dobrym znakiem. Chyba, że dziewczyna odkrywała właśnie swój kink, wtedy nie będzie chciał mieć z tym dalej nic wspólnego. Gdyby mógł, to uśmiechnąłby się na taką myśl, ale było jak było. Flora nie miała zamiaru nawet próbować się uwolnić, a tylko dolewała oliwy do tego pieca, którym i tak już Aaron buzował.
- Nie masz? Dlatego nikt w Twojej rodzinie o niczym nie wie? Dlatego odcinasz się od wszystkiego i wszystkich udając, że sama dasz sobie radę? Okłamuj się dalej.
Warknął przez chwilę znów czując, że poziom zdenerwowania opada w bardzo powolnym tempie. Ale przez tą krótką chwilę nie miał ochoty używać pięści dlatego pozwolił jej na jakieś pomniejsze ruchy, ale dalej się z niej nie ruszył. Wewnętrznie poczuł panikę patrząc na twarz dziewczyny, która już teraz zalała się trochę krwią i powoli puchła w kilku miejscach. Wiedział też, że są świadkowie. I to niejeden. Jeszcze chwila i do akcji wkroczy nauczyciel, po którego na pewno pobiegł jeden z uczniów. Wtedy Flora postanowiła szturchnąć go w klatkę piersiową. Zareagował instynktownie i szybko złapał dłoń dziewczyny próbując wygiąć ją w tył na tyle mocno i szybko by nadgarstek pękł. Albo przynajmniej naruszył się jakiś element stawu. Wyeliminowanie ręki brzmiało jak dobry pomysł. Wściekłość wróciła i Aaron zauważył pewną zależność. Jeżeli ktoś go sprowokuje do ataku, wtedy pęka. Inne rzeczy i uwagi po prostu podtrzymywały jego zdenerwowanie na wysokim poziomie. Wolna ręka zakończyła swoją podróż na nosie rudowłosej gwarantując złamanie go. Kolejna strużka krwi spłynęła po twarzy dziewczyny, a Matluck poczuł fale satysfakcji z tym związaną. Dwa dodatkowe szybkie uderzenia w twarz. Korzystając z chwili zamroczenia dziewczyny, a przynajmniej na to liczył, Aaron wstał z leżącej ofiary i kopnął ją jeszcze dwa razy dla lepszego efektu w bok na poziomie nerek mając nadzieję, że będzie sikała krwią przez kilka dni.
- Leż na ziemi psie. Tam jest twoje miejsce.
Gustowny przytyk w kierunku wilkołactwa zakończony splunięciem na Florę. Klasyka.
Just because you see a smile, don’t think you know what’s going on underneath.
A smile is a valuable tool, my dear!
It inspires your friends, keeps your enemies guessing, and ensures that no matter what comes your way, you’re the one in control
ODPOWIEDZ

Wróć do „Stracho-stodoła Halloween 2023”